Motoryzacyjne trendy
Jeszcze kilka lat temu wielki ekran w samochodzie był symbolem prestiżu i nowoczesności. Im większy wyświetlacz, tym bardziej „premium” wydawało się auto. Producenci prześcigali się w tworzeniu minimalistycznych wnętrz z jednym centralnym panelem dotykowym, który zastępował niemal wszystkie przyciski.
W 2026 roku coraz częściej słychać jednak pytanie: czy nie poszliśmy o krok za daleko? Branża motoryzacyjna zaczyna delikatnie wycofywać się z ekstremalnej cyfryzacji kokpitów. Powodem są nie tylko opinie kierowców, ale także kwestie bezpieczeństwa, ergonomii i regulacji prawnych. Czy to początek końca ery „tabletu na kołach”?
Jak wielkie ekrany przejęły motoryzację
Cyfrowa rewolucja we wnętrzach nabrała rozpędu, gdy na rynku zaczęły dominować auta elektryczne. Jednym z pionierów minimalistycznego podejścia była marka Tesla, która w wielu modelach ograniczyła fizyczne przyciski do absolutnego minimum. Sterowanie klimatyzacją, ustawieniami jazdy, lusterkami, a nawet otwieraniem schowka – wszystko trafiło do systemu multimedialnego. To rozwiązanie zachwyciło fanów technologii i stało się inspiracją dla całej branży. W kolejnych latach:
- 12–15-calowe ekrany stały się standardem w klasie średniej,
- luksusowe modele oferowały panele ciągnące się przez całą deskę rozdzielczą,
- niemal każda funkcja została „schowana” w cyfrowym menu.
Wnętrze auta zaczęło przypominać kokpit nowoczesnego smartfona – czyste linie, brak przycisków, maksymalny minimalizm.
FIRMA CARSKAUT TRUDNI SIĘ SKUPEM SAMOCHODÓW UŻYWANYCH OD PONAD 7 LAT I OFERUJE ATRAKCYJNE WYCENY SAMOCHODÓW.
Problem numer jeden: bezpieczeństwo
Z czasem pojawiły się jednak głosy krytyki. Obsługa podstawowych funkcji przez ekran dotykowy wymaga oderwania wzroku od drogi. Nawet kilka sekund nieuwagi może mieć ogromne znaczenie. Eksperci zwracają uwagę, że:
- fizyczny przycisk można wyczuć bez patrzenia,
- dotykowy ekran wymaga precyzyjnego trafienia w ikonę,
- menu wielopoziomowe wydłuża czas reakcji.
W praktyce ustawienie temperatury czy zmiana trybu nawiewu może trwać dłużej niż w klasycznym samochodzie sprzed dekady. W 2026 roku bezpieczeństwo zaczyna wygrywać z efektem „wow”.
Regulacje zmieniają kierunek rozwoju
Jednym z najciekawszych sygnałów zmian są działania regulatorów w Chiny. To jeden z największych rynków motoryzacyjnych świata, który coraz odważniej mówi o konieczności przywrócenia fizycznych elementów sterowania dla kluczowych funkcji. Dyskusje dotyczą m.in.:
- obowiązkowych przycisków świateł awaryjnych,
- fizycznych przełączników wycieraczek,
- ograniczeń w stosowaniu kierownic typu „yoke”.
Jeśli takie regulacje wejdą w życie, producenci projektujący globalne modele będą musieli dostosować swoje wnętrza do bardziej konserwatywnego standardu. Europa również zaczyna premiować ergonomię w testach bezpieczeństwa. To wyraźny sygnał: cyfryzacja tak, ale nie kosztem kontroli nad pojazdem.
Kierowcy mówią: „chcemy prostoty”
Co ciekawe, zmiana nie wynika wyłącznie z przepisów. Coraz więcej użytkowników otwarcie przyznaje, że tęskni za klasycznymi rozwiązaniami. Najczęstsze zarzuty wobec pełnej cyfryzacji:
- brak intuicyjności,
- opóźnienia systemu multimedialnego,
- trudności obsługi w rękawiczkach,
- wysokie koszty napraw przy awarii ekranu.
Paradoksalnie okazuje się, że fizyczne pokrętło klimatyzacji bywa bardziej „nowoczesne” w praktycznym użytkowaniu niż rozbudowane menu dotykowe.
Elektryki w nowej odsłonie
Czy samochody elektryczne nadal będą cyfrowymi gadżetami? W 2026 roku widać wyraźną ewolucję podejścia. Nowe modele, takie jak BMW iX3, łączą duże wyświetlacze z uproszczonym interfejsem i lepszą ergonomią. Zamiast ukrywać wszystko w ekranie, projektanci zaczynają zostawiać najważniejsze funkcje „pod ręką”. Jednocześnie rozwija się sterowanie głosowe oraz systemy oparte na sztucznej inteligencji. Zamiast przeszukiwać podmenu, kierowca może wydać komendę:
- „Ustaw temperaturę na 21 stopni”
- „Włącz podgrzewanie fotela”
- „Nawiguj do domu”
To może być kompromis między nowoczesnością a bezpieczeństwem.
Minimalizm funkcjonalny zamiast wizualnego
W poprzednich latach minimalizm oznaczał „jak najmniej przycisków”. W 2026 roku definicja zaczyna się zmieniać. Nowe podejście można opisać jako minimalizm funkcjonalny:
- mniej rozpraszaczy,
- prostsze menu,
- wyraźne oddzielenie funkcji bezpieczeństwa od multimediów,
- szybki dostęp do najczęściej używanych opcji.
Nie chodzi już o to, by wnętrze wyglądało jak koncept z targów motoryzacyjnych. Liczy się to, jak sprawdza się w codziennym użytkowaniu – w korku, podczas deszczu, nocą czy w trasie.
Ekonomia też ma znaczenie
Nie bez znaczenia są również koszty. Duże, zaawansowane wyświetlacze:
- podnoszą cenę produkcji,
- są drogie w wymianie,
- wymagają zaawansowanego oprogramowania.
W czasach, gdy producenci szukają oszczędności, powrót do części fizycznych rozwiązań może być zwyczajnie opłacalny. To kolejny powód, dla którego trend „wszystko w ekranie” zaczyna wyhamowywać.
Podsumowanie
Raczej nie zobaczymy całkowitego odwrotu od cyfrowych kokpitów. Ekrany pozostaną ważnym elementem nowoczesnych samochodów – szczególnie w segmencie elektrycznym i premium. Jednak 2026 rok może być momentem przełomowym. Najbardziej prawdopodobny scenariusz wygląda tak:
- duży ekran zostaje,
- kluczowe funkcje wracają do fizycznych przycisków,
- systemy głosowe i AI przejmują część obsługi,
- ergonomia staje się ważniejsza niż efekt wizualny.
Motoryzacja dojrzewa. Z fazy technologicznej fascynacji przechodzi w etap praktycznej optymalizacji.
Śledź naszego Facebooka i Instagrama aby pozostać na bieżąco ze wszystkimi newsami motoryzacyjnymi.
Skontaktuj się